niedziela, 24 kwietnia 2022

Zlatokopecký skanzen obok miasta Zlaté Hory

 Skansen „Zlatorudné mlýny“ (Czechy, blisko granicy z Polską) położony jet między miejscowościami Zlaté Hory i Ondřejovice. Przy nim znajduje się darmowy parking, a na terenie jest punkt gastronomiczny, a całość można zwiedzać za darmo, płatne jest zwiedzanie z przewodnikiem.



Jest to skansen przybliżający historię górnictwa złota. Znajdują się tu repliki XIV-wiecznych młynów służących do pozyskiwania rud złota. Urządzono także osadę górniczą i jest replika pieca hutniczego. Można tutaj spróbować sił w płukaniu złota.


W średniowieczu nad rzeczką Olešnice płukano ten cenny kruszec. Koła młyńskie mieliły kawałki skały ze złotem na piasek, który przepłukiwało się w specjalnych misach, aby pozyskać drobinki złota.

Lokalizacja GPS: 50.2513469N, 17.3668794E

Z całego serca polecamy to miejsce na wycieczkę, nawet małe dzieci będą zadowolone. Przygotowano dla nich plac zabaw, jest miejsce na ognisko. Ciekawe będzie miejsce na rzeczce, gdzie woda płynie pod górę!



Zdjęcia: Ewelina Dumin-Pinkowska


czwartek, 17 grudnia 2020

Misy Wenus - dzieło sił nadprzyrodzonych?

Witajcie, dzisiaj zapraszamy Was do Czech, na zielony szlak nieopodal Vidnavy. Prowadzi do bardzo interesujących formacji skalnych zwanych Misami Wenus (Venušiny misky). Znajdują się obok szczytu Smolný vrch (404 m). Są to głównie misy skalne, siedziska i fotele skalne, nisze, rynny i wgłębienia skalne zwane tafoni. 

Mnie zaintrygowała ich nazwa oraz widoki ze skał jakie zobaczyłam na zdjęciach przed wycieczką. Ale czyim są dziełem? O tym zaraz.

sobota, 21 listopada 2020

Tatry i Podhale z niemowlakiem

 Witajcie, jako tam u wos? My tęsknimy trochę za latem. Dzisiaj wpis, który będzie przydatny dla rodziców małych dzieci kochających podróże. W sierpniu wybraliśmy się z półroczną córką do miejscowości Małe Ciche w Tatrach

wtorek, 2 kwietnia 2019

Trójmorski Wierch- Jodłów- Międzygórze



 Witajcie w drugiej już  części opowieści o naszych małych i dużych podróżach. Chyba nie myśleliście że poprzedni wpis będzie jedynym i ostatnim ? nawet jak tak pomyśleliście to już lecę by was powiadomić że jest zupełnie odwrotnie 
Tym razem pognaliśmy w stronę miejsca jedynego  na skalę Europy dlaczego tak ?  Ponieważ jest jednym z sześciu i jedynym w Polsce miejscem gdzie zbiegają się zlewnie trzech mórz ( Morza Bałtyckiego, Morza Czarnego i Morza  Północnego)  Jak to możliwe ?  Po prostu jak najbardziej tak. 
Aby udać się w stronę Trójmorskiego Wierchu trzeba udać się do miejscowości Jodłów  jeszcze bardziej na południe. Z tego miejsca czerwonym szlakiem zacząć można wędrówkę ku wierzchołkowi z którego roztaczają się tak piękne widoki i.....śnieg. Tak tak śnieg nie powinien być niczym nowym. Przy takiej wędrówce trzeba pamiętać że tu i ówdzie zima zatrzymała się na jeszcze jedną kawę i ciasteczka, szczególnie spodobało jej się w wyższych partiach gór które tak uwielbiamy. Na osłodę trochę zdjęć 


Wędrówka na szczyt trwa parę godzin więc warto się wyposażyć w ciepłe ubrania i trochę prowiantu ponieważ na górze niestety zabrakło schroniska. Wytrawnych piechurów nie powinno to zrazić bo każdy wie jak znakomicie smakuje herbatka lub inne pyszności w takich okolicznościach. 
Do wchodzenia polecam szlak czerwony należy on do bardziej konkretnych oczywiście wedle upodobania. Jeżeli ktoś woli opcję wiecznego włóczykija polecam szlak żółty którym wracamy do punktu wyjścia od tyłu miejscowości. Jest to też opcja dla wytrwałych. Po parogodzinnym marszu można czuć się zmęczonym. I teraz też będą zdjęcia.



Po męczącej ale za to owocującej w różne przemyślenia, spotkania i rozmowy z ludźmi wracamy do Międzygórza które nieco senną atmosferą wita nas ponownie i zaprasza do restauracji niedaleko wodospadów Wilczki w której też rozkoszowaliśmy  się smakami potraw. :)  

Pozdrawiamy 




czwartek, 28 marca 2019

Międzygórze znane i nieznane.....





    Witajcie moi drodzy czytelnicy po prawie półrocznej przerwie, trochę się  stęskniłem nie pisząc do Was i  trochę zapomniałem jak to jest na nowo odczuwać to co odczuwałem podczas podróży choć podróż to niedaleka. 
Tym razem ponownie wygnało nas do województwa Dolnośląskiego które od strony Złotego Stoku  przywitało widokiem wapienników które kiedyś pracowały na bieżąco i bez wytchnienia. Nie można było ich nie zobaczyć z bliska więc ruszyliśmy zobaczyć pozostałość z minionych wieków. Z góry można napawać się widokiem lecz chłód  i ciekawość nie pozwalały  byśmy dłużej tkwili w jednym miejscu.  Warto więc ruszyć dalej na podbój przygody i budzącej się do życia przyrody.  Nasz wzrok kierował się ku miejscowości Gorzanów w której znajduje się.... sami zobaczcie a najlepiej na własne oczy 
Zawsze powtarzam że warto czasem zabłądzić by zobaczyć coś ciekawego. Ale nie zrozumcie mnie źle nasza wyprawa w to własnie miejsce była ściśle zaplanowana i zamierzona. Dodam że w tym dniu byliśmy jedynymi zwiedzającymi  :)

Po zwiedzeniu komnat (a jest ich 178) i paru innych miejsc spacerkiem powędrowaliśmy w stronę auta które w słońcu już w pełni czekało na nas :) 
Jako dzielny towarzysz podróży samochód sprawował się dzielnie mimo  nieznanych dróg  w których brakowało tu i ówdzie asfaltu. Ale mimo to dziurska mu nie straszne i pognaliśmy w stronę Międzygórza które przywitało nas gorącym słońcem i lekkim burczeniem w brzuchu. No cóż.... nic innego nie można było zrobić jak posilić się posiadanymi zapasami które wypełniały swym zapachem całą kabinę :) 
Po wchłonięciu atmosfery prawie że alpejskiej wioski i herbaty z drugim śniadaniem  ruszyliśmy szlakiem na Igliczną z której rozpościera się bajeczny widoczek na masyw śnieżnika.  Aż zapera dech !!! trzeba tam być ! 



Czerwonym szlakiem bo tak nam podpowiedziała intuicja podreptaliśmy do sanktuarium matki Boskiej Śnieżnej gdzie zaczęła się właściwie pewna historia której jestem częścią....


  Jako że człowiek wypuszczony z domu po zimowej stagnacji jest jak rozwścieczona łasica (chce więcej i  więcej zobaczyć) idzie dalej ku przygodzie. 
Wracając po kontemplacji w kościółku czas był wyruszyć z powrotem do kolejnej atrakcji Międzygórza jaką jest nie wilk a Wilczki. Wodospad nad którym  Marianna Orańska bardzo często przebywała ze swym ukochanym i postanowiła wybudować nad nim mostek który do dziś jest bardzo często odwiedzany przez licznych turystów i obieżyświatów.  


Należy dodać na zakończenie że Międzygórze to nie tylko wodospady, zabytki, Masyw Śnieżnika, urokliwe górskie miejscowości a przede wszystkim ludzie na szlaku którzy potrafią być życzliwi :).  Jedną z ciekawostek może być fakt iż w miejscowości Międzygórze  kręcono parę produkcji które utkwiły mi w pamięci.  Jedną z Nich jest  "Przyjaciel Wesołego diabła "  i   "Pokot" które ukazują kotlinę Kłodzką jako postać drugoplanową. Maszerując w stronę międzygórza można było dostrzec coś w lesie...i tu pomogło posiadanie aparatu :P ;) (postać między drzewami) widzicie ? 



Czy wesoły diabełek wciąż  drepta po lesie ze swoim zagiętym widelczykiem ?  


niedziela, 16 września 2018

Podróże małe i duże - Czarna Góra, Śnieżnik, Jaskinia Niedźwiedzia


Witajcie! w drugiej już odsłonie opowieści o naszych podróżach. W dzisiejszej części  a z resztą.....sami przeczytajcie
Nasz nocleg, dawny budynek poczty polskiej nazwany jakże wdzięczną nazwą "Kot Pocztowy"( link "kot pocztowy" ) stał się też naszą bazą wypadową do tego by buszować po okolicy. Budynek z zewnątrz faktycznie emanuje pocztową aurą lecz po wejściu do środka i na taras czuć klimat miejscowości uzdrowiskowej. Cisza, spokój i klimatyczne pomieszczenia dają wypocząć.
Spore śniadanie z nieodłączną kawą czarną jak asfalt i słodką jak miód i w drogę do miejscowości Sienna w której jesteśmy już nie pierwszy raz. Ruszamy w stronę Czarnej Góry (1205 m np.m) czerwonym szlakiem, podczas wędrówki mijamy wielu ludzi a szlaki jak na tą porę roku dosyć zaludnione ludźmi którzy tak samo jak My zarażają pozytywną energią. Docieramy do Czarnej Góry stamtąd już 2,5 h  marszowym krokiem do Śnieżnika który jest naszym następnym celem.


Podczas marszu można poczuć niesamowitą ciszę i bliskość czegoś co w górach uwielbiam. Maszerujemy dalej....ku naszemu zdziwieniu napotykamy dwoje ludzi siedzących na skałkach z których rozpościerał się cudowny widok(na Stronie Śląskie). Aż szkoda było by się nie zatrzymać. 


Chwila na odpoczynek, zdjęcie, pogawędkę i ruszamy dalej w stronę schroniska. Schroniska którego gospodarzem był Zbigniew Adam Fastnacht( działacz PTTK, przewodnik, krajoznawca).Schronisko nosi tez Jego imię.
 Po dotarciu do schroniska warto było by cosik przekąsić i ruszyć dalej.


Trzeba dodać że szlakiem tym przechadzał się Jan Paweł II, stąd szlak ten nosi nazwę Szlaku Papieskiego.

 Następną Ciekawostką może być to że inicjatorką budowy schroniska była Marianna Orańska(Właścicielka posiadłości na ziemi Kłodzkiej)


Stąd od szczytu dzieli nas jedyne 0,5 godziny. Ciekawość rosła z każdym metrem udeptanej ścieżki a widoki podpowiadały że będzie pięknie ponieważ pogoda i nastroje dopisywały :) Polak nie głodny już nie jest taki zły ;) 


W końcu docieramy na szczyt Śnieżnika 1426 m n.p.m, było warto. Piękne widoki, czyste powietrze, obfitość zieleni i uśmiechnięci ludzie  na szlaku czego trzeba więcej do szczęścia. Chyba tylko więcej dni wolnych...



Wszystko się kończy więc i nasza podróż się kończy. Wracając w stronę Siennej skąd nasza podróż się zaczęła mogę śmiało stwierdzić iż Ziemia Kłodzka jest dla każdego turysty i obieżyświata. Bogata w historię, zabytki, góry, kopalnie miedzy innymi Kopalnie Uranu w Kletnie, Jaskinię Niedźwiedzią i wiele wiele innych. Schodząc  w stronę Siennej szlakiem czarnym warto patrzeć pod nogi dlaczego? Ponieważ pod nimi znajduje się mnóstwo Fluorytu.  A obszary te są przebogate we Fluoryt, Gnejsy i inne formacje skalne. 
Warto też wpaść do Międzygórza choćby na chwilę by poczuć się jak w Austriackiej wiosce u podnóża gór. Klimat tego miejsca jest niewiarygodnie autentyczny.



Fluoryt

Pozdrawiamy :) i zachęcamy do podróżowania w tamte strony 











sobota, 15 września 2018

Podróże małe i duże- W stronę Długopola Zdrój...



Witajcie! :)  Zgodnie z obietnicą publikuję specjalnie  dla Was kolejny post z krótkiej podróży między pracowitym tygodniem a weekendem, który jak wiadomo mija baaaaardzo szybko. Z tego właśnie powodu ruszyliśmy ku nieznanemu. Lecz zanim dotarliśmy do nieznanego naszą uwagę skupiły Europejskie Dni Dziedzictwa które akurat odbywały się w Otmuchowie a wraz z nimi zgłębianie tajemnic ukrytych we freskach, malowidłach i przebogatej heraldyce poukrywanej tu i ówdzie. Oprócz faktów które znamy doszły nowe, a razem z nimi tajemnice  "Kapsuły Czasu"( miejsce, pojemnik w którym umieszcza się informacje dla przyszłych pokoleń, naukowców, archeologów itd). Po spacerze po Otmuchowie czas ruszyć dalej... 


Nasz wzrok zwrócony jest w stronę malowniczej, sennej miejscowości Długopole Zdrój lecz zanim co to zahaczamy o Bystrzycę Kłodzką która wita Nas zabudową typową dla miasta twierdzy a także murami obronnymi, wśród nich kolumna Trójcy Świętej która może rozkochać w sobie niejednego sympatyka historii czy stylu barokowego ( dzieło Antona Jörga pochodzącego z Kamieńca Ząbkowickiego). Oprócz ciasnej zabudowy czuć tam klimat średniowiecznej osady który daje się we znaki po przespacerowaniu miasteczka wzdłuż i w szerz. Dodatkowo ta cisza... która jest przyjemna, a w niektórych przypadkach może być nawet  myląca bo nie wiadomo co czai się za rogiem. Nie zmienia postaci rzeczy fakt iż miasto urzeka i kusi by poszperać nad ciekawostkami drzemiącymi w jego zakamarkach. Tymczasem.....wsiadamy w samochód by naszym oczom mogły się ukazać takie oto widoki. W parę chwil później  docieramy krętymi serpentynami do Długopola i naszego "Kota Pocztowego" w miejsce noclegu :) 


Wszystko jest uzależnione od naszego punktu widzenia, jak widzimy i jak kreujemy naszą rzeczywistość. Trzeba pamiętać że góra nie musi być wielka by cieszyć się z jej zdobycia, słońce nie musi zawsze świecić bardzo mocno by było pięknie, a łóżko podróżnika nie zawsze musi być wygodne, woda ciepła itd. Góry choć blisko to bardzo urokliwe i ciekawe pod względem geologicznym a także historycznym ale o tym już w następnej części :)  
Pozdrawiamy 


sobota, 1 września 2018

Podróże małe i duże- Šerák- Keprnik



  Witajcie! po dłuższej nieobecności. W dzisiejszym wpisie krótka opowieść o tym jak można czerpać przyjemność z obcowania z górami 
Góry które odwiedziliśmy tym razem to góry znajdujące się w paśmie tzw. Hrubego Jesenika  (Wysokiego Jesenika) szczyt przez Nas zdobyty mierzy 1351 m n.p.m, w niektórych źródłach podają też 1350 m n.p.m. ten szczyt to šerák. Wejść na szlak można z miejscowości Ramzova niebieskim szlakiem lub dla lubiących korzystać z atrakcji przejechać odcinek ten można wyciągiem krzesełkowym który daje możliwość zobaczenia gór z zupełnie innej perspektywy. Po drodze spostrzec można jak zmienia się roślinność, klimat i pogoda. Niesamowitą przyjemnością jest zatrzymanie się i poczucie atmosfery i ducha gór (o którym już tyle razy wspominałem). Jest to poczucie jedności człowieka i natury, tak to widzę a wtajemniczeni z pewnością wiedzą o czym mówię. 
To coś dla Tych jak to zwykłem mówić "kozic górskich" czyli ludzi dla których chodzenie po górach to czysta przyjemność :) 


Podążając szlakiem ku uciesze naszego wzroku natrafić można na taki właśnie pomnik. Nie mógł on umknąć soczewce aparatu oraz oczom które łakome były widoków oraz leśnej zieleni. Idąc szlakiem patrzymy pod nogi ponieważ pod nimi wystają nieraz spore kawały skał. Skały te to zazwyczaj skały metamorficznej (gnejsów i amfilbolitów), kto będzie patrzył uważnie ten dostrzeże te połyskujące skały o "zbitej" strukturze. 
Skały są jasną sprawą w górach lecz nie można zapomnieć że idziemy niebieskim szlakiem by dotrzeć do Keprnika a przed oczami śmigają widoki i myśli żeby jeszcze tu wrócić. 





Kiedy docieramy do tabliczki która informuje Nas że właśnie dotarliśmy do kolejnego punktu naszej małej wyprawy w naszych głowach pojawiła się myśl...napawamy się widokiem, odpoczywamy i czas maszerować w stronę Ramzovej gdzie zostawiliśmy nasze auto. Keprnik został wreszcie zdobyty. 1423 m n.p.m + widoki i załoga z jaką przyszło podróżować inspiruje do dalszego podróżowania górskimi szlakami oraz grzbietami gór.


Dodać można a nawet trzeba że każda podróż ma swoje wyjątkowe i niespotykane osobliwości. Tym razem idący i spostrzegawczy dostrzec mogli napis na kamieniu świadczący o wspaniałym poczuciu humoru naszych południowych sąsiadów a także pomysłowości na promocję swojej strony ( #projektujlasku )


Oprócz takich osobliwości napotkać można ślady historii których na szlaku jest dosyć dużo gdzie występuje wypłaszczenie terenu pozwalające postawić takie oto dzieło...


Jak jednogłośnie stwierdziliśmy jest to jeden z wielu słupów granicznych oznaczających granicznych oznaczających granicę Księstwa Biskupów Wrocławskich (Bischöfe von Breslau ). Jak widać podróże to nie tylko widoki, smaki, fotografie i urocze zakamarki a także historia ukryta w szczegółach :) 

Pozdrawiamy  www.globtroters.blogsopot.com








niedziela, 8 lipca 2018

Podróże małe i duże- Kasprowy Wierch i okolice cz. 3



Witajcie! dziś w ostatniej już części opowiem o naszym wyjściu na Kasprowy Wierch , o tym co nas spotkało na Podhalu  i dlaczego nam się nie chciało wracać. Oczywiście wszystko okraszone zdjęciami rzecz jasna.A wszystko zaczęło się tak....
 Wczesnym rankiem  gdzieś koło godziny 7 rano już jesteśmy w drodze do busa który odjeżdża z Zakopanego w stronę Kuźnic.  Z tego miejsca wychodzi szlak żółty a później niebieski , który prowadzi na sam szczyt Kasprowego przez Dolinę Jaworzynki .




W drodze na szczyt można wiele zobaczyć, spotkać wielu ludzi a także doświadczyć bliskości przyrody i niespotykanej ciszy. Po drodze idąc szlakiem żółtym mijamy Halę Gąsienicową a wcześniej stare chatki które w porannym słońcu dodają idyllicznego charakteru całej okolicy. Coś dla oka i dla duszy...


Pamiętać trzeba że góry to nie tylko piękne widoki, chatki, strumyki itd. pogoda w nich  niczym kobieta potrafi być zmienna, dlatego warto się zaopatrzyć w płaszcz przeciw deszczowy i ubrania na zmianę w plecaku. Najlepiej zapakowane w foliową reklamówkę czy coś podobnego. Deszcz który leje nieustannie przez trzy godziny potrafi przemoczyć do cna. Jak to mówią..." lepiej nosić niż się prosić".
 Widoki na samej górze przy dobrej pogodzie potrafią przytłoczyć swoim pięknem oraz ogromem. Dla chcących odsapnąć po drodze na Kasprowy czeka "Murowaniec" Schronisko PTTK które daje możliwość zjedzenia ciepłego posiłku, schronienia by można było dalej ruszyć ku przygodzie. Na samej górze można spotkać tłum turystów oraz dla tych co są spostrzegawczy można zobaczyć coś więcej. Nam udało się dostrzec malutką, symboliczną flagę  Kuby wbitą gdzieś miedzy kamieniami. Jak widać nasze Polskie góry przyciągają ludzi z całego świata :) 




Jest oczywiście wiele miejsc które warto zobaczyć i "liznąć" trochę historii. Jednym z takich miejsc jest Ochotnica Dolna gdzie podczas II wojny światowej niemieccy ss-mani zdziesiątkowali  miejscową ludność, wcześniej zabierając cały dorobek życia, rabując wolny inwentarz a także wszystko co miało jakąś wartość. Po wiosce natomiast zostały zgliszcza. Oby podobne historie nie miały nigdy miejsca...


http://www.ochotnica.pl/pl/231/0/-krwawa-wigilia-.html



Nie każdy wie że w górach których jest tyle piękna, działy się takie rzeczy. Dlatego warto robić wszystko by nigdy do podobnych sytuacji nie dochodziło. 

Podróż na Podhale była podróżą historyczną, podróżą krajoznawczą i napełniającą duszę przeróżnymi emocjami. Przez zachwyt, śmiech radość aż po smutek który dotarł do nas po odczytaniu tablicy pamiątkowej i wcześniejszym wysłuchaniu historii owego miejsca.
Podsumowując cała podróż była podróżą niesamowitą ze względu na ludzi których spotkaliśmy i tu serdeczne podziękowania dla Pani Beaty z giencynokoncina.   wraz ze znajomymi których też mieliśmy okazję poznać i dla naszych sąsiadów Dawida i Moniki :)
Takich ludzi nie zawsze się spotyka. 

niedziela, 24 czerwca 2018

Podróże małe i duże - Poronin, okolice i souveniry cz. 2

Witam ponownie w kolejnej części opowieści o naszych podróżach. Dzisiaj przeczytać będzie można o .... no właśnie sami przeczytajcie o czym.
Wiadomo że w podróżowaniu liczy się to żeby znaleźć też czas aby troszkę od tego podróżowania odpocząć. Znaleźliśmy go i My. Podczas luźniejszego dnia  na Podhalu poszukać też warto urokliwych polan i miejsc w których turyści to rzadkość i można powiedzieć pewnego rodzaju dziwactwo. Miejsca takie mogą zaoferować nam coś więcej. Po pierwsze prawdziwość, po drugie możliwość obcowania z miejscowymi, po trzecie zaznanie spokoju, po czwarte poznanie fauny i flory która może być adekwatna do miejsca z którego akurat przyjechaliśmy. W zależności oczywiście kto czego szuka podczas podróży. My szukaliśmy ciszy i spokoju który znaleźliśmy bez najmniejszego trudu.  






Okolica tzw. "99 zakrętów" w okolicach Jeziora  Czorsztyn nad którym dumnie góruje zamek



Po takich widokach  dają człowiekowi natchnienie najwyższy czas na pamiątki ponieważ w planie na następny dzień było wejście, dlatego warto maksymalnie wykorzystać każdą chwilę na zobaczenie tak pięknych okolic. 
No i otwieramy puszkę pandory z souvenirami,a  co kupuje przeciętny Kowalski ?
Aby nie dać się nabrać trzeba patrzyć uważnie... Magnesiki, chusty, "ciupagi" itd. miejscowy sprzedawca z Krupówek powiedział że na miejsce polskich pchają się chińskie podróbki.A także Opolska porcelana??? Częstą pamiątką kupowaną jest kapelusz który jest bardzo szczególny w ubiorze Górali Podhalańskich. 
Historia mówi że kapelusz był widywany już dawniej na południu Europy. Jest on niczym honor dla ludzi Podhala a "kostki" i piórko mają ogromne znaczenie jak i cały strój. Różne przekazy różnie podają lecz prawdę znają jedynie miejscowi.


Kostki czyli muszelki kojarzą nam się z morzem, piórko u kapelusza świadczyło i świadczy czy jest się kawalerem czy też nie. Jest tu też ukryte drugie dno. Oznacza to że owe pióro trzeba było zdobyć i wyrwać orłowi który sam w sobie jest symbolem wolności. Jednym słowem trzeba było wykazać się męstwem. Symbol któremu należy się szacunek. Ilość muszelek wskazywała na to ile razy odwiedzone zostało południe a poza tym były niczym złoto i pokazywały bogactwo właściciela owego nakrycia głowy. 
Po mentalnie - historyczno- krajoznawczej  podróży po Podhalu znów wracamy by odpocząć. Jednak zanim cokolwiek przedtem...czas cosik przekąsić a po dniu pełnym emocji, podróży, widoków i spotkań z miejscowymi najlepiej smakuje danie miejscowej kuchni.... Chyba nie trzeba przedstawiać Kwaśnicy?


Świetna na regenerację sił, konkretna zupa w słusznej porcji dla prawdziwego mężczyzny. 
 Teraz można odpoczywać :) Pozdrawiamy 




  




Co warto przeczytać...

Zlatokopecký skanzen obok miasta Zlaté Hory

 Skansen „Zlatorudné mlýny“ (Czechy, blisko granicy z Polską) położony jet między miejscowościami Zlaté Hory i Ondřejovice. Przy nim znajduj...